Prawo jazdy w Kalifornii

Mój mąż zrobił prawo jazdy od razu, jak tylko stało się to możliwe po przylocie do USA. Nauczył się, poszedł na test, zapisał się na egzamin i hyc! Śmigał po Kalifornii ze swoim nowiusieńkim ID/DL.

Ze mną było trochę trudniej. Ja niestety nie posiadałam własnego Social Security Number, którego wymagano ode mnie przy składaniu podania. Kiedy otrzymałam pozwolenie na pracę (dla wizy L2 współmałżonek musi otrzymać swoje Employee Authorization), wraz z nim nadano mi SSN. Stało się to siedem miesięcy po przyjeździe i około trzy miesiące po wysłaniu i uzupełnieniu wymaganych dokumentów. Nie miałam już wymówki, Paweł rzucał mi pytające spojrzenia… umówiłam się, poszłam zdałam test z wiedzy.

TEST Z WIEDZY DLA CALIFORNIA

Test z wiedzy nie jest szczególnie trudny, ale należy się do niego przygotować. Na stronie Department od Motor Vehicles (DMV) są wszelkie niezbędne instrukcje, a także coś w rodzaju naszego Kodeksu Drogowego, czyli Drivers Handbook.  Należy go dokładnie przeczytać i przyswoić. Nie żartuję. Nie ma może drastycznych różnić między prawem polskim a kalifornijskim, jednakże jest kilka sytuacji, o które na pewno pytać będą na teście, są ograniczenia prędkości,  polityka jazdy po spożyciu alkoholu, zachowania wymagane podczas niebezpiecznych sytuacji na drogach szybkiego ruchu czy zasady zawracania na osiedlach. Bo to, że skręcać w prawo na skrzyżowaniu można właściwie zawsze, to wie się od razu. Różne wersje testów dostępne są w internecie, są darmowe i polecam je zrobić, przećwiczyć, żeby sprawdzić, czy na pewno ROZUMIE  się pytania. To właściwie kluczowe.

Test zdaje się na komputerze w oddziale DMV. W naszym Walnut Creek odbywa się to całkiem płynnie, atmosfera jest sympatyczna, można się skupić. Jest szansa na pomyślenie, trzy pytania można przerzucić na koniec testu. Jest ok. część pytań jest dosyć precyzyjna niektóre są dosyć podchwytliwe, trzeba dokładnie znać treść Handbooka, by pewnie odpowiedzieć na pytania. Ale generalnie jest ok.

EGZAMIN PRAKTYCZNY 

Podchodząc do egzaminu nie trzeba mieć ukończonego żadnego kursu na prawo jazdy (tylko zdany test z wiedzy). Można się zapisać, żeby ktoś pouczył, ale nie trzeba. Nie wymaga się tu żadnego zaświadczenia, jeździć może cię uczyć ktokolwiek, nikt o to nie zapyta. Na egzamin praktyczny można umówić się w swoim mieście albo jakimkolwiek innym mieście w stanie. My, ze względu na to, że trochę nam się spieszyło, a najbliższy termin w Walnut Creek był na początek stycznia, poszukaliśmy innych opcji. Udało nam się znaleźć najszybszy termin w mieście Mariposa, w pobliżu parku Yosemite. Miałam to szczęście, że w mieście już wcześniej byłam, wiedziałam, czego się spodziewać – jedna główna droga przez “centrum”, dużo “stopów” i mało samochodów. Lepiej wybrać już chyba się nie dało. Pojechaliśmy na egzamin z myślą, że przy okazji spędzimy trochę czasu w górach i tak też zrobiliśmy, ale o tym w innym wpisie.

Dziś o samym egzaminie. Egzamin zdaje się swoim samochodem, a właściwie samochodem, którym się przyjedzie na egzamin. Musi być obecny właściciel pojazdu, który jest oficjalnym kierowcą, musi pokazać dokumenty, ubezpieczenie.  Na początku egzaminator przedstawia się i prosi, by usiąść za kierownicą, otworzyć swoje okno, włączyć, ale nie uruchamiać silnika. Podaje do wglądu formularz egzaminu i pokazuje informację – można popełnić trzy małe błędy, dyskwalifikujące są błędy krytyczne, zagrażające bezpieczeństwu twojemu lub innych uczestników ruchu. Trzeba podpisać zgodę. Zaczyna się przegląd samochodu – sprawdzenie, czy nadaje się do przeprowadzenia egzaminu i jazdy. Po kolei prosi o włączanie kierunkowskazów, wycieraczek, świateł awaryjnych, zwykłych świateł, świateł hamowania, ogrzewania (odmrażania) szyb, na koniec prosi o pokazanie sygnałów ręcznych (skręt lewo, prawo i stop). Kiedy samochód jest sprawdzony, egzaminator wsiada i mówi, jakie są zasady. Najważniejsza rzecz – egzaminator nie jest po to, by podpuszczać, zmylić, nie będzie prosił o wykonanie rzeczy nielegalnych. Jego zadaniem jest sprawdzenie, czy potrafisz jeździć. Co za ulga!

No to jazda! Po Mariposie jazda to właściwie formalność, ale jednak… wiecie, jak się ma prawo jazdy od piętnastu lat, to pewne rzeczy robi się nawykowo, więc warto zwracać uwagę, myśleć o wszystkim, co się wykonuje. U mnie odbyło się to bardzo spokojnie – przejechaliśmy przez główną ulicę, dużą część przez osiedle, obok szkół, kościołów sklepów (milion razy “stop”), dołączenie do szybkiego ruchu, parkowanie równoległe, cofanie, skręt w lewo z wydzielonego pasa.

Mój egzaminator mnie pochwalił, udzielił mi jednej rady – stawać bliżej prawej krawędzi przy skręcaniu w prawo. Ale co się dziwić, ustępowanie i ekonomiczne wykorzystanie ulicznej przestrzeni to nie jest priorytet, kiedy przez większość egzaminu jest się samemu na drodze. No ale przepuszczanie niewidzialnych samochodów na skrzyżowaniach z obowiązkowym “stop” i pieszych na przejściach to też rodzaj testu na uważność i cierpliwość… 😉 Są to jednak ważne cechy każdego rozsądnego kierowcy, więc się nie czepiam.

Na koniec parkowanie przodem pod DMV. I już. Koniec. Papierek dostałam. Na prawdziwe DL czekam! Ale fotkę pamiątkową mąż mi zrobił. Był stres, ale było warto!

dl

Dzięki Mężu za motywację! :*

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s