Yosemite National Park

Park Narodowy Yosemite to jedno z tych miejsc, które zawsze chcieliśmy zobaczyć. Choć nie wiem, czy nazywanie przestrzeni o powierzchni 3030 km² (747 956 akrów) miejscem to właściwy zabieg. Nam udało się pojechać i zajść w kilka miejsc w tym parku i wiemy, że to zaledwie skrawek tego, co można zobaczyć, czego można doświadczyć.

O tym, jak bardzo popularne jest to miejsce świadczy po pierwsze ilość ludzi, którzy tam wędrują (to ok.  3,6 miliona turystów rocznie), a po drugie, dla nas ciekawsze – ilu Polaków spotkaliśmy podczas tej wycieczki. A spotkaliśmy trzy pary. Wyjątkowo dużo jak na Kalifornię, bo tu wielu rodaków nie spotykamy poza miejscami zgromadzeń takich jak polska szkoła. Przyjemne bardzo jest to, że Polacy, słysząc nas, rozmawiających po polsku, zawsze się przywitają, odpowiedzą, zagadną. To zazwyczaj turyści, którzy przyjechali na szalony trip po Stanach i dla nich to też ciekawostka spotkać Polaków tam, gdzie się ich raczej nie spodziewali. Te spotkania zawsze niosą ze sobą coś radosnego, dodają skrzydeł w pewnym sensie. Zawsze chętnie opowiadamy o naszych wrażeniach, podpowiadamy, jeśli możemy. Fajnie jest wiedzieć, że ma się wiedzę i można pomóc innym gromadzeniu piękniejszych wspomnień. 

Wspomnienia. Yosemite. To był mój pierwszy wyjazd do Parku, Pawła drugi. Kiedyś był tam na chwilę, ale tylko w Yosemite Village, czyli w wiosce w dolinie. Tym razem wybraliśmy się trochę wyżej.

Ale od początku… śniadanie! Samuel uwielbia takie restauracje, gdzie można usiąść przy barze, zagadać do sąsiada, a najlepiej do obsługi. Czuje się już na tyle pewnie z angielskim, że zwyczajnie zagaduje wszystkich dookoła. To zadziwiające nawet dla mnie…

dav

Po śniadaniu – w drogę. Przed nami sporo chodzenia, najwięcej pod górkę, więc ruszamy wcześnie, tuż po świcie. Przy pierwszym vista point, czyli punkcie widokowym, zabrakło mi tchu z wrażenia. Ta przestrzeń jest niewiarygodna. To dolina, którą później zobaczymy z góry. To miejsce to Tunnel View, widok tuż przed tunelem, zanim udamy się na drugą stronę góry. Jak to w USA bywa, to miejsce widokowe na zakręcie, z miejscami postojowymi dla turystów. Nie da się nie zauważyć.

Po drodze widoki bardzo smutne. Głośno co roku jest o pożarach, które nawiedzają Kalifornię. W parkach wygląda to najgorzej.

Nasz pierwszy punkt – Sentinel Dome.  Przepiękne miejsce. Must see. Tyle właściwie wystarczy. Jeśli wybieracie się w te strony, tam musicie wejść koniecznie. Szlak nie jest szczególnie trudny. Przez większość czasu szeroką ścieżką trochę pod górę. Na sam koniec wyzwanie, wdrapać się na szczyt góry. Do zrobienia dla rodziny z dziećmi w około 1-2 godziny, w zależności od tempa, o ile oczywiście dzieci kochają wyzwania i wspinaczki na skały (więcej o szlaku TUTAJ ). Ale który kilkulatek nie lubi się wspinać na skały? Dacie radę! A widok wart… jest każdej zadyszki! Na zdjęciach widok na Yosemite Valley oraz górę El Capitan. 

My przeszliśmy cały szlak, na mapie All Trails widać, że można wrócić tą samą trasą na parking bądź obejść naokoło, odbić w prawo na Taft Point i wrócić. My wybraliśmy drogę naokoło. Po drodze spotkaliśmy ślady Wielkiej Stopy (ha, a jednak!) oraz trolle. No, powiedzmy uśpione trolle, które trochę się na nas… wypięły. 😉

Część szlaku prowadząca w dół, a później w stronę kolejnego punktu widokowego, przez większość czasu jest bardzo łagodna i cicha. Bardzo cicha.

Drugi nasz punkt postojowy to Taft Point. Miejsce chyba jeszcze bardziej spektakularne niż Sentinel Dome. Tu staniecie na skraju przepaści wysokiej na 2285m. Fajnie? To zależy. Niektórzy nie podchodzą do skraju wcale i ja ich rozumiem. Ja odważyłam się podejść tam, gdzie są barierki. Niektórzy kochają adrenalinę i ćwiczą tam swoje zaufanie do liny i Boga, chyba… My tak raczej asekuracyjnie pozwiedzaliśmy to miejsce. Po powrocie dowiedzieliśmy się, że dwa dni przed tym, kiedy my robiliśmy sobie zdjęcia na krawędzi, jakaś para spadła w tę przepaść. Ciała znaleziono.

Niestety z żadnego z tych punktów widokowych nie było można obserwować spektakularnych wodospadów Yosemite. A to dlatego, że ich nie było. Niestety, w Kalifornii nie w każdym momencie w roku woda płynie wartko. Nie w każdym momencie w roku także można wjeżdżać na szlaki, już wkrótce drogi zostaną zamknięte, bo śnieg zasypie całą dolinę. Jeśli planujecie wyprawę do Yosemite, sprawdzajcie pogodę i dostępność szlaków.

Ostatnim punktem widokowym, który udało nam się zdobyć, a który znajduje się tuż obok poprzednich (na parking podjechaliśmy samochodem), jest Glacier Point. Tam można dostać się nawet na wózku inwalidzkim. Jest to miejsce, w którym można także wziąć ślub! Co Wy na to? W tle szczyt Half Dome. 

Yosemite to także dom mamutowców olbrzymich, czyli sekwoi. To wielkie, majestatyczne drzewa, które potrzebują szczególnych warunków, by rosnąć. Między innymi potrzebują ognia, by  się właściwie regenerować. Pożary powodują także wypalanie innych roślin, np. cedrów, które są mniej wymagające, rosną szybciej i zabierają słońce sekwojom. Kiedyś ogień zapewniały pioruny, obecnie przestrzenie na terenie parku wypala się celowo. Taka ciekawostka. Niektóre z tych okazów, które zobaczyliśmy mają około dwóch tysięcy lat. Pomyślcie o tym, drzewa pamiętają czasy Jezusa. Obcowanie z naturą, a raczej z Naturą wprawia mnie zawsze w zadumę. Człowiek to taka maleńka postać, żyje krótko, nie pamięta niczego. W stosunku do tych olbrzymów, nasze życie to chwila…

Zajedźcie do Mariposa Grove.

To na koniec jeszcze noclegi. Szukać warto nie tylko w Yosemite Village. My spaliśmy kawałek dalej, w urokliwym miasteczku Mariposa, które słynie z tego, że jest miejscem, gdzie od lat wydobywa się złoto! To miasteczko górnicze. A klimat tego miejsca przenosi w czasy dzikiego zachodu. Budynki wzdłuż głównej ulicy w miasteczku wciąż wyglądają jak plan filmowy. Warto to zobaczyć. Dodatkowo polecamy to miasto dlatego, że w samym centrum znajdziecie dwa miejsca, gdzie jest pyszne jedzenie. Po pierwsze Sugar Pine, czyli to restauracja, którą widać na pierwszym zdjęciu (Samuel siedzi przy barze). Tam idźcie na śniadanie. Pancakes są chyba najlepsze, jakie jedliśmy do tej pory. Drugie to Savoury’s, gdzie kucharz nas zaskoczył. Obiad był zupełnie niemałomiasteczkowy. Wszystko pyszne! 

Tyle udało nam się zrobić w weekend. Myślę, że jeszcze tam wrócimy. Jest kilka innych miejsc w Yosemite, które chciałabym zobaczyć. Na pewno jest to Mirror Lake, Tenaya Lake i wodospady.

To następnym razem… 😉

Aga

 

Źródła:

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s