Wakacje – cz.1 – Floryda

Florydę pierwszy zobaczyłam jako studentka. Wtedy pojechałam w celach standardowych dla studentki, czyli: zarobić parę groszy, zobaczyć kawałek świata… Kilka miesięcy mojego życia spędziłam w Tampie, głównie w dwóch budynkach – mieszkaniu, ale więcej w Hard Rock Hotel, który wtedy był dużo mniejszym obiektem. Na makiecie widać dwa wysokie budynki i ogromne, płaskie kasyno. Wtedy był tylko jeden budynek hotelowy z niedużym kasynem i basenem. No cóż, nie ma to jak dać ludziom plac zabaw, na którym będą mogli zostawić pieniądze, dużo pieniędzy. 😉

Szczęśliwie znalazłam wtedy czas, możliwości i towarzystwo, by zobaczyć nie tylko Tampę, jej okolicę, wybrać się do Miami, na Key West i do Disneyworld. Wtedy, dwanaście lat temu nie przypuszczałam, że moja myśl “chciałabym zabrać tu kiedyś moje dzieci” się spełni. ❤ :*

Disneyworld był od zawsze na naszej liście “rzeczy do zobaczenia w USA”, która powstawała w naszych głowach, kiedy decydowaliśmy się na emigrację. Kiedy po kilku miesiącach pobytu zdarzył nam się prawdziwy URLOP, wiadomo było, że trzeba wyruszyć w jedno z tych miejsc z listy. A zatem decyzja zapadła – lecimy na Florydę.

mapa1

W pierwszej chwili – koniecznie do Miami! Ale chwila, moment… mapa.

mapa2Nauczeni doświadczeniem, że to, co na mapie Stanów wygląda blisko, w rzeczywistości może okazać się odległością wymagającą kilkugodzinnej jazdy samochodem. Ściągnęliśmy więc wodze fantazji i zdecydowaliśmy, że polecimy do Orlando, żeby od razu być w miejscu docelowym, czyli blisko Disneyworld. I wiecie co? Orlando też jest fajne! Ja byłam w Miami i oczywiście potwierdzę, że jest tam pewna magia, ale! – jeśli chcecie głównie pomoczyć się w ciepłym oceanie na białej plaży, Orlando będzie zupełnie wystarczająco fantastyczne. Oczywiście, do plaży z Orlando trzeba jeszcze podjechać, dlatego po dwóch dniach spędzonych w hotelu obok świata Disneya przeprowadziliśmy się bliżej plaży właśnie – wybraliśmy Cocoa Beach. I od tego zacznę! Trochę od środka, ale…

…jeśli wakacje mają być wakacjami przez duże “W” w planie musi pojawić się plaża! Najlepiej idealna do kąpieli, skakania przez fale, budowania zamków i niespodziewanego spalenia się w słońcu pomimo filtru. Tak. Właśnie tak! Wiemy, bo w jeden dzień odhaczyliśmy wszystkie te punkty. Dodam, że florydzkie plaże pokochałam już dwanaście lat temu, ale teraz…teraz to dopiero mam wspomnienia!

Cocoa Beach. ❤ Nie są to Hawaje, ale może to nawet lepiej, bo aligatory są chyba jednak mniej przerażające niż wybuchające z nagła wulkany. Są?

Aha, tam na zdjęciu, na plaży narysowany jest samochód z napisem “I love You”, gdyby ktoś się zastanawiał…

Z innych rzeczy, które znalazły się na pamiątkowych fotografiach jest hotel w środku lotniska (trochę jak na filmach z przyszłości) oraz nasz hotel w Orlando West Gate Resort, którego nie polecamy, nawet jeśli znajdziecie świetną cenę – to najpewniej mina, na którą my nastąpiliśmy. W ramach zniżki trzeba odbyć spotkanie z grupą bardzo zdeterminowanych sprzedawców, którzy będą namawiać do zakupu nieruchomości na terenie ośrodka. Wszystko fajnie, tyle, że ta własność to słaba własność, ponieważ to timeshare. Długo by tłumaczyć na czym to polega, więc może przy innej okazji opiszemy dokładnie, jak wygląda ta oferta i dlaczego jej nie chcecie. 😉 Zasadniczo wystarczy wiedzieć, że stracicie kilka godzin na spotkania z ludźmi, z którymi nie chcecie rozmawiać, zamiast spędzać czas na radosnych zabawach z własnymi dziećmi. Wybierzcie inny hotel. 😉

C.d.n.

One Comment Add yours

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s