Balony!

on

Kiedy miałam pięć, może sześć lat, pierwszy raz zobaczyłam prawdziwy, ogromny balon z bliska. No, prawie z bliska, ponieważ balon zamierzał wylądować na łąkach za osiedlem i leciał dosyć nisko nad blokami. Wszystkie dzieciaki pobiegły za wieżowce, żeby zobaczyć, dotknąć albo chociaż zrobić “łał”, a ja…no cóż, mi porwał się sandał. Nie pobiegłam, ale widok kolorowych balonów na tle błękitnego nieba cieszy mnie do dziś.

Kiedy zobaczyłam reklamę wydarzenia Sonoma County Hot Air Balloon Classic zapragnęłam tam być! Wszystko zapowiadało się świetnie! Wolny weekend, nasza okolica, tanie bilety – trzeba jechać! Miasteczko Sonoma położone jest niecałą godzinę drogi od nas, więc phi, drobiazg. Tylko, że… zaraz, impreza rozpoczyna się o 4.00 rano? No, można przyjść na 5.00, jeśli nie chce się zarezerwować miejsca na kocyk. Ok, możemy nie mieć miejsca. To wyjedziemy o 4.00 z domu. Jeżu, no może jednak nocleg gdzieś bliżej? I tak oto zaczyna się planowanie całego weekendu zamiast wypadu na chwilę, motywu, żeby zobaczyć balony. Ech, Vishki…

Skończyło się na tym, że pojechaliśmy w sobotę, zwiedziliśmy miasteczko Sonoma, zjedliśmy cudowny obiad i…

… odkryliśmy niesamowitą winiarnię! A to akurat dzięki tacie Pawła (pozdrawiamy!), który jest ogromnym fanem win i zapytał Pawła, czy przypadkiem nie będziemy w okolicy winiarni Francisa Coppoli. Nie, nie, to duży region, ale sprawdźmy… ech, pięć minut od naszego motelu. No i jak nie pojechać? Przecież Sonoma i Napa to jedne z najważniejszych miejsc na winiarskiej mapie świata! A jeśli do tego dołożony takiego celebrytę… och, trzeba!

Francis Ford Coppola Winery to miejsce jest fantastyczne, klimatyczne i przemyślane. Oprócz tego, że jest to pięknie położona winiarnia, to jest to także restauracja, pijalnia wina nad basenem i… muzeum filmowe! Wszystko w jednym. Brakuje mi jedynie hotelu, choć nie wiem, czy nie jest lepiej tak, jak jest, bo mogłoby się okazać, że nas nie stać na nocleg i byłoby smutno. A tak? Zjedliśmy włoską pizzę, spaghetti, spróbowaliśmy wina i wróciliśmy do motelu zadowoleni.

W niedzielę niezbyt entuzjastycznie wstaliśmy i wyruszyliśmy na miejsce festiwalu. Byliśmy całkiem podekscytowani, bardzo chcieliśmy zobaczyć podświetlane kolorowe kule, nacieszyć się widokiem startujących o świcie balonów o niespotykanych kształtach. Niestety impreza okazała się dużo skromniejsza niż nasze oczekiwania. Balonów nie było aż tak wiele, a te co były, ze względu na wietrzną pogodę nie wystartowały. Niemniej widok był dość wyjątkowy. Szczególnie te balony o niestandardowych kształtach są ogromne! Rozkładanie, dmuchanie i podnoszenie tych olbrzymich połaci materiałów robi wrażenie. Podziwiam tych ludzi, wybrali sobie kosztowne i fizycznie ciężkie hobby.

A zatem pocieszyliśmy się widokiem, zmarzliśmy (o świcie było ok 11 st. C) i, jako, że to był wciąż poranek, wyruszyliśmy na poszukiwanie słonecznej plaży nad rzeką Russian River (my nie sprawdzimy, czy przypadkiem nie będzie to nasze ulubione miejsce na weekendowe wyprawy? 😉 . Tam poćwiczyliśmy puszczanie “kaczek”, pokrążyliśmy po okolicy i na 10.00 stawiliśmy się w mieście Petaluma, gdzie byliśmy umówienie na śniadanie ze znajomymi.

Niesamowite, ile rzeczy można zobaczyć do południa, jeśli wstanie się o 4.00… 😉

Tego samego dnia, podczas drogi powrotnej wyśledziliśmy kilka miejsc, które chcieliśmy zobaczyć już jakiś czas temu, ale czekały na… na to aż będziemy w okolicy? Były to miejsca z planu filmowego serialu “13 powodów, dlaczego…”. Ale to już wiecie.

To był dobry weekend! A teraz czas na siłownię, spalać obiady. 😉

Aga

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s