Toyota. Let’s go places (czyli wybieranie samochodu w USA i dlaczego jest to Toyota).

Życie w Ameryce bez samochodu jest możliwe. Życie w Ameryce bez samochodu jest trudne. 

Wyjeżdżając z Polski, rozstaliśmy się z naszym kochanym, zasłużonym Dusterem. Wiedzieliśmy, że po przyjeździe tu będzie nam trudno, planowaliśmy życie tak, by móc funkcjonować bez samochodu (mieszkanie blisko komunikacji, szkoły, sklepu itp.), ponieważ wiedzieliśmy, że nie będziemy mogli nabyć go szybko – nie można kupić samochodu nie posiadając lokalnego prawa jazdy. Teoretycznie jest to możliwe, ale żaden ubezpieczyciel nie pozwoli nam się tu ubezpieczyć. A zatem zaczęliśmy od tego, że Paweł zdał egzamin. Najpierw test z wiedzy, potem dzięki pomocy przyjaciół (dzięki Magda&Angelo!) egzamin z jazdy i uff, po czterech miesiącach pobytu byliśmy gotowi na zakup.

Tylko – co kupić? 

Spraw, które wpływały na decyzję było kilka. Oczywiście budżet, w tym także możliwości finansowania (kredyt gotówkowy, leasing), a także nasze gusta, oczekiwania wobec samochodu, nasze rzeczywiste potrzeby, a na koniec, a może jeden z ważniejszych powodów – czy będziemy chcieli ten samochód zabrać ze sobą, kiedy zdecydujemy się wrócić do kraju, lub czy zechcemy go sprzedać. Ten ostatni powód jest o tyle ważny, że tutaj marki samochodów są trochę inaczej cenione niż w Polsce, inaczej tracą na wartości. Marki “niemieckie” typu Volkswagen (produkowany w USA) czy BMW tracą na wartości szybciej niż “Japończyki” jak Nissan czy Mazda. Ważne dla nas było to, by samochód “trzymał cenę”, jeśli zechcemy go tu sprzedać lub wystarczająco dobry, by warto było płacić za jego transport do Polski. Dodając fakt, że nie wiemy, jak długo będziemy w USA, sprawa wcale nie była prosta.

Zaczęliśmy od przeglądania ofert dilerów, rozmów z ludźmi, którzy interesują się samochodami i mają pojęcie o rynku (ponownie: thank You Angelo!😉 ) oraz analizy opinii o konkretnych modelach, w tym intensywne oglądanie pana Zachara Zawadzkiego z Autocentrum.pl,  który o samochodach mówi jak nikt inny, polecamy, bo lubimy i był dla nas bardzo pomocny. Poszukiwania samochodu zaczęliśmy już w Polsce, bo planowaliśmy wymianę samochodu jeszcze przed podjęciem decyzji o wyjeździe. Chodziliśmy na jazdy próbne, sprawdzaliśmy, co podoba nam się w poszczególnych autach, więc rozeznanie jako takie było…

W zasięgu naszych zainteresowań znalazły się:

  1. Nissan X-Trail – Jazda czołgiem jest OK, jednak ten czołg, mimo świetnego zawieszenia, nie zrobił na nas wrażenia. 😉
  2. Mazda CX-5 – Ja polubiłam bardzo. Pokochałam jej dynamikę (to był jedyny samochód, który przyspieszania dodawał Adze uśmiechu na twarzy – przyp. Paweł), ale ludzie skarżą się na słabe blachy… Trochę się wahaliśmy.
  3.  Hyundai Tucson – Fajny. Wbrew pozorom i opiniom zwinny, z dobrym przyspieszeniem i miękkim zawieszeniem. Solidny, przestronny. Wszystko na swoim miejscu.
  4. Jeep Renegate – Ładny, charakterny, świetny w teren. Za mały.
  5. Jeep Cheeroke – Nic specjalnego. Sprzedawcy Jeep’a szczycą się, że ich samochody są wykonane z materiałów premium, że to wyższa półka itp, itd. Jednak w tej klasie cenowej (od 150 tys. zł) naprawdę można oczekiwać więcej. Niewiele dopłacając można dostać…
  6. Land Rovera Discovery Sport. W Disco Sport czuliśmy się świetnie. Tylko ta cena… Wierzymy, że jeszcze przyjdzie na niego czas. 🙂
  7. Toyota Rav4, hybryda – Wszystko ok, przestronna, wygodna, świetne opinie… ale ten brak radości z jazdy. Teoretycznie przyspiesza do 100 w 8 sekund, ale nie da się tego odczuć.
  8. Volkswagen Tiguan – Gdy go testowaliśmy był zamarznięty, więc na początku skupialiśmy się bardziej na zaszronionej szybie i kawałku drogi widocznym przez odmarznięty fragment. Gdy już w pełni odmarzł – niczym nas do siebie nie przekonał.

Będąc w USA, wypożyczyliśmy na wyjazdy weekendowe:

  1. Subaru Forester – Rodzinny, bardzo wygodny, przemyślany. Podobało nam się miękkie zawieszenie. Tylko dlaczego wygląda tak… nijak?
  2. Toyota Rav4, najniższa opcja (w USA najniższa opcja LE to silnik benzynowy 2.5, 176hp) – wsiadając do niej poczuliśmy się w nim… znajomo, dobrze, komfortowo. Zaskoczyło nas przyspieszenie, szczególnie od ok. 40 km/h wzwyż.
  3. Ford Mustang – może fajnie wygląda, ale jest totalnie niepraktyczny. Mi się nie podobało, chociaż to ja najczęściej się na niego zagapiałam. 😉 (Mi przeszkadzało, że spoglądając w lewo przez ramię nic nie widać; każda zmiana pasa jest z duszą na ramieniu – Paweł).
  4. Toyota Prius – Taka oszczędna, a taka brzydka. I ten brak mocy… o matko. Silnik chciał, ale nie mógł (w pewnym sensie przypominał nam naszego Dustera, jednak Duster chociaż potrafił przejechać krawężnik – Paweł).
  5. Mazda 3 – Bardzo przyjemny samochód, ale dla nas nieco za mały.
  6. Hyundai Veloster – Podobnie, jak Mazda 3. Polubiliśmy, bo jest dynamiczny i dobrze wygląda, ale jest malutki.

Kiedy więc przyszło do kupna, poszliśmy oglądać te większe samochody używane. Kierując się dobrymi wrażeniami z egzaminu (Paweł zdawał w BMW X3), poszliśmy obejrzeć trochę mniejsze BMW X1. Jeden z modeli prawie nas do siebie przekonał – rocznik 2015 (to ostatni rocznik z napędem na tył, niższy niż następne rocznik, z inaczej ułożonym silnikiem i niższym środkiem ciężkości – podobno zdecydowanie lepiej wchodzi w zakręty i jest bardziej dynamiczny niż rocznik 2016 – Paweł), najwyższa wersja, pięknie utrzymany, przebieg 24 000 mil, cena 22 500$. Trochę ponad nasz budżet, więc się wahaliśmy… (ale ostatecznie znalazł się w TOP 2! – Paweł).

Poszliśmy zobaczyć MINI. To takie niesamowicie dziwne samochody. Z zewnątrz nawet ciekawe. Oglądaliśmy MINI Cooper S, 1,6l, turbo, 181 hp. W środku całkiem przestronne, ale cały ten design… ogromny, okrągły licznik prędkości, jakby… miał być tam wyświetlacz, ale projektant się rozmyślił i zostawili licznik, wszystkie te okrągłe elementy… no, nie jest to samochód dla nas. Widzieliśmy to od razu.

Następna była Mazda CX-5. Szara, 2015, nienajgorszy przebieg, ok. 30.000 mil, ale generalnie zjeżdżona. Cena 17500$. Ktoś intensywnie ją użytkował, miała przebarwienia, zadrapania, nie była doczyszczona, plastiki odchodziły, itp. Nie spodobało nam się to. Używany ok, ale dlaczego taki zaniedbany? Nie…

Zwątpieni skierowaliśmy się do domu. W drodze rozmawialiśmy o BMW, chcieliśmy sami siebie przekonać, że to samochód dla nas, chociaż tego nie poczuliśmy. To był naprawdę dobry model i piękny do tego. Co mogło nie działać? No właśnie…

  • Ej, a może jeszcze zajedziemy do Toyoty? Tak dla spokoju sumienia…

Bo  dealer Toyoty jest tuż pod domem.

Weszliśmy na plac, przywitała nas miła pani, przekierowała do sprzedawcy, powiedzieliśmy szybko, czego szukamy, czyli dokładnie: Rav4, używana, w budżecie do 20.000 USD, w dobrym stanie. Pan miał nam do zaoferowania kilka sztuk, poszliśmy na parking. Ta, którą wybraliśmy była roczna, miała duży przebieg 45 000 mil, ale poza tym wyglądała jak nowa. Zakładając, że Toyoty słyną z niezawodności i że wciąż mamy gwarancję producenta, to cena 19 991$ nie była taka zła. Usiedliśmy, poczuliśmy się jak u siebie i od razu było wiadomo. Bierzemy! Wpłacimy trochę oszczędności, weźmiemy pożyczkę i będziemy śmigać.

No tak… weźmiemy pożyczkę. Otóż okazało się, że nie weźmiemy. Po analizie naszej sytuacji okazało się, że pomimo wpłaty własnej, żaden bank nie zechce dać nam kredytu na trzy lata (to minimum), skoro nasza wiza wygasa za 2,5 roku. No i klops. Gotówki na zakup nie mamy. Zostaje nam zbierać albo kupić stary samochód albo…

Nowy samochód w leasingu. Nasza (czyli bankowa)  Toyota Rav4.

Stanęło na tym, że stać nas na ratę, bank zgodzi się na leasing, bo z nieswoim samochodem to raczej nie uciekniemy… Paweł podpisał górę papierów, zobowiązał się do płacenia raty 330$ miesięcznie + 170$ ubezpieczenia miesięcznie i jeszcze tego samego dnia przyjechał do domu piękną, czyściutką, pachnącą i nowiutką “białą mychą”, jak zwykliśmy ją nazywać. Co za dzień!

(W oddzielnym wpisie może opowiem o sprzedawcy, 61-letnim Terrym, który jest tak niesamowitym i inspirującym gościem, że zasługuje na oddzielny post! – Paweł)

To gdzie jedziemy?

Najpierw do sklepu. Jak prawdziwi mieszkańcy Ameryki. Do sklepu, kupić cokolwiek i wrócić do domu. Samochodem. Zdjęcie numer 1 w galerii to my, dnia 0, pod sklepem Whole Foods. To nic, że mamy wykupione Amazon Fresh i zamawiamy z Whole Foods online, z reguły na 7:00 dnia następnego (nawet zamawiając o 20:00, lub mając 10 minut na lotnisku w Polsce). Ważne, że mogliśmy sami pojechać do sklepu!

Let’s go places! (tutejsze hasło reklamowe Toyoty – jedźmy w miejsca). Pierwszego dnia pojechaliśmy – najbliżej nas. Dotychczas wypożyczaliśmy samochody, po czym planowaliśmy weekendowe wycieczki w miejsca 100-200-300 mil od nas – jechaliśmy zwiedzać jakieś nieosiągalne innymi środkami lokomocji miejsca. Tym razem pojechaliśmy na naszą najbliższą górę Mount Diablo (1173m) – widzimy ją każdego dnia z okna.  To godzina drogi spod domu właściwie na szczyt – większość czasu zajmuje wjazd serpentynami na wierzchołek góry, bo podjazd zaczyna się jeszcze na terenie miasta. Nie byliśmy tam dotychczas, bo mając wypożyczane samochody brakowało nam czasu i/lub sił po dalszych podróżach, a bez samochodu wjazd/ wejście jest raczej niemożliwe, przynajmniej w wersji rodzinnej. Przejażdżki rowerami z dzieckiem także nie podjęlibyśmy się, ponieważ trasa, choć asfaltowa, współdzielona jest z samochodami i prowadzi zboczem. Tzw. elevation gain jest ponad 3000 stóp, czyli około kilometra. Jeżdżą tam tylko naprawdę zaprawieni rowerzyści. Dziś podjechaliśmy nad chmury,  chwilę pospacerowaliśmy, zjedliśmy lunch i poczuliśmy się tacy… wolni. Nareszcie. Bez ograniczeń. Możemy jeździć w miejsca bez wcześniejszego planowania! Aaaa! Aż chce się krzyczeć z zachwytu.

Więc zrobiłam ciasto!

 

3 Comments Add yours

  1. J says:

    To w końcu jaki silnik i czy ma napęd 4×4?

    Like

    1. Aga says:

      Paweł nie dopisał? A to Paweł!
      2,5 i tak. 🙂

      Like

      1. J. Korotkiewicz says:

        To jak wrócicie z samochodem, to założycie gaz i będziecie jeździć tanio 🙂

        Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s