15 rzeczy, które lubimy w USA/Kalifornii.

Minęły cztery miesiące, od kiedy przylecieliśmy do USA. Przetrwaliśmy początki, mieszkanie w Airbnb, poszukiwanie mieszkania, zakładanie konta w banku, zapisywanie dziecka do szkoły, wizyty w szpitalu, szczepienia, aplikowanie po Social Security Number, a nawet zdawanie egzaminu na Driving Licence. Zdążyliśmy polecieć do Polski na dwa tygodnie i wrócić. Myślę, że po tych przygodach powoli klaruje nam się obraz tego, jak się żyje TU.

Zacznę do pozytywów. Co podoba nam się w życiu w USA, a konkretnie w Kalifornii, w miejscowości Walnut Creek, ciut na wschód od San Francisco?

  1. Podoba mi się klimat. To chyba rzecz, od której zacząłby każdy. Kiedy w Polsce w styczniu trwały zawieje śnieżne i mroziło tak, że ludzie wymyślali powody, by zostać w pobliżu kominka, my szaleliśmy w parku, na placu zabaw najwyżej w bluzie, ale często i bez niej. Tu zima jest łagodna. Nocami temperatura zbliża się czasem do zera, jednak zazwyczaj nie jest źle. Pada niewiele, śniegu nie uświadczysz (chyba, że w Tahoe), słońce świeci. Więcej nie trzeba. Kiedy to piszę, jest środek maja, kilka dni temu wróciliśmy z Polski, gdzie temperatury szalały i wznosiły się dobrze ponad 20st. Celsjusza, można powiedzieć, że oscylowały bliżej 30-tu, nawet. Tutaj trochę “marzniemy”, tak się składa, że jakoś zawiewa znad oceanu chyba, więc jest raczej 15 stopni, niż 30, ale jest słonecznie. Trawy już wyschły, zieleń powoli znika z krajobrazu i wiem, że już za chwilę będę za tym tęsknić, pluskając się w basenie.
  2. Basen. W wielu miejscach, na wielu osiedlach do dyspozycji mieszkańców są baseny. Nie w rozmiarach olimpijskich, ale popluskać się można. Nie ma nic lepszego niż wskoczyć do chłodnego basenu po szkole/pracy, prawda? 😉
  3.  Wszyscy mówią “dzień dobry”. Nieważne, gdzie jesteś. Ale jeśli jesteś na osiedlu, to bądź pewny, że przywita Cię każdy – sąsiadka, pani z biura, robotnik, który pracuje na budowie obok i losowy przechodzień. Tu każdy się uśmiecha i wita. Tak po prostu jest. A jeśli jest szansa, że jesteś kimś z okolicy, to tym bardziej, bo przecież należycie do jednej społeczności. Takie proste. I takie miłe!
  4. Jedzenie jest wspaniałe. Kiedy wyjeżdżaliśmy do USA, koleżanki ostrzegały mnie (bo ja całe życie na diecie 😉 ) przed fast food’ami. Bo u nas, w Polsce, to jest takie super iść i zjeść coś “na mieście”, zazwyczaj jakieś śmieciowe żarcie. Tu hamburgera zjesz za 1 dolara, jeśli chcesz, tylko po co, skoro w restauracjach jest tak pysznie! Ok, kwestia pieniędzy. O tym innym razem. Zawierzcie mi jednak – nie warto nawet patrzeć na te tanie-szybkie sieciówki. Warto spróbować tego, co gotują prawdziwi kucharze. Jest pysznie. Ale to już na osobny wpis. 😉
  5. Jak jedzenie, to POMARAŃCZE. Najlepsze. Najsłodsze. Najbardziej soczyste! Uwielbiam. Szczególnie, że są tańsze niż jabłka…
  6. Lubię to, że nikt tu nikomu nie powie, że nie ma prawa tu być. Ameryka to kraj imigrantów. My też jesteśmy tu gośćmi. Cieszę się, że nie muszę unikać wychodzenia na ulicę w obawie przed atakiem, opluciem, podpaleniem, pobiciem z tytułu bycia nie-tubylcem.
  7. Otwartość. W pewnym sensie da się tu porozmawiać z każdym. Ludzie rozmawiają ze sobą, po prostu. W sklepie, w parku, na ulicy. Czasem ktoś nuci coś i ktoś go pochwali, czasem babcia zaczepia nas na ulicy, bo podoba jej się Samkowa czapka, ktoś zapyta co uważam na temat jakiegoś produktu, bo on się nie może zdecydować.  Takie małe gesty, uśmiech i chwila rozmowy sprawiają, że świat staje się bardziej przyjazny.
  8. Online. Dużo rzeczy można załatwić online. Kupić da się chyba wszystko. A mnie najbardziej cieszą zakupy spożywcze dowożone pod drzwi. Wiem, że w Polsce ta usługa też już jest, działa, ale nie spotkałam się jeszcze z takim profesjonalizmem. Handel mają tu w jednym paluszku.
  9. Szkoła. Nasza szkoła i zakładam, że każda w miarę dobra szkoła, jest przystosowana do przyjmowania dzieci, które nie znają angielskiego. Nauczyciele i dzieci są do tego przyzwyczajeni. Nie jest to dziwne, że jednego dnia przyjeżdża chłopiec z Polski, innego dnia ktoś z Białorusi, a za tydzień chłopiec z Kazachstanu. Mają programy edukacyjne, które pomagają dzieciom w nauce języka. My zaczniemy naukę od przyszłego roku szkolnego, wtedy będę mogła napisać o tym więcej. Póki co nasza nauczycielka postanowiła komunikować się z Samuelem za pomocą tabletu i Google Translatora. 😉 Co też uważam za pomysłowe i otwarte podejście. Dzięki takiej możliwości on ma szanse na jakąkolwiek komunikację. Bo sam wiele powiedzieć jeszcze nie umie. Poza tym szkoła jest… pełna luzu. Póki co myślę o zerówce, czyli Kindergarten. Na pewno podobają mi się metody nauczania, nie podobają mi się inne rzeczy, ale dziś nie o tym. Gdybyście zastanawiali się, jak to będzie, kiedy przyjedziecie do Ameryki z dziećmi, to uspokajam, dadzą radę. 🙂
  10. Ruch drogowy. Na początku trochę irytujący, bo dynamika jazdy jest inna, ale ostatecznie uznaję, że zwiększone dystanse między samochodami są naprawdę ok. Wiem, że w Europie jest ciaśniej i przywykliśmy do jazdy bliżej, w większym zagęszczeniu może, ale można by te kilkadziesiąt centymetrów jakoś wygospodarować i nie zajeżdżać drogi tak często… To by znacznie zredukowało stres na drogach. Po trzech miesiącach pobytu w USA byłam w szoku, jak można jeździć na drogach szybkiego ruchu. Na trasie Warszawa-Białystok kilka razy miałam ochotę wysiąść i wyjaśnić kilka spraw z kierowcami. 😉
  11. Natura. To jeden z powodów, dla których warto tu być. Powinna znaleźć się wyżej na tej liście, ale ostatecznie kolejność tej wyliczanki nie ma znaczenia. Natura na innym kontynencie jest inna. To po pierwsze. Tu, w Kalifornii, jest ocean, są lasy, góry, nawet znajdzie się jezioro. Co prawda widziałam więcej wyschniętych jezior niż prawdziwych, ale na pewno znajdziemy miejsce na camping nad wodą i wtedy pokażę Wam, że i takie miejsca są. Gdziekolwiek się nie ruszymy, zawsze spotkamy cudne widoki. Można eksplorować szlaki, pluskać się w wodzie albo po prostu zagapić się na to, co akurat ma się przed sobą. Wystarczy prześledzić nasze wyjazdowe wpisy, by wiedzieć, że to prawda. A jeszcze nie wyruszyliśmy poza jeden stan (z wyjątkiem przemieszczenia się odrobinę za granicę Kalifornii – w South Lake Tahoe byliśmy chwilowo w Nevadzie, tam przebiega granica stanów).
  12. Samochody. Ceny samochodów w stosunku do zarobków i cen nieruchomości są śmiesznie niskie. Ludzi stać, by kupować nowe samochody. Wielu stać, by kupować samochody luksusowe, a potem jeździć nimi na weekendowe przejażdżki. Tu, w Kalifornii, zobaczyłam w ciągu jednego tygodnia więcej fantastycznych samochodów niż w Polsce przez cały rok. To nie jest przesada.
  13. Brak narzekania. My, Polacy, mamy tendencję do tego, żeby narzekać. Fakt, że w Polsce nie jest łatwo, ale na boga, czy nie możemy po prostu pewnych spraw odpuścić? Są sprawy istotne, o które warto walczyć, ale są też takie, które można ominąć, przeskoczyć w myślach i pójść dalej. My jednak, z nawyku roztrząsamy wszystko, analizujemy, wracamy do tematów, kłócimy się o sprawy nieistotne dla naszego życia, związków, rodzin. Tu ludzie żyją swobodniej. They don’t care so much. Nie przejmują się tyle. Zgadnijcie, dlaczego im zazdrościmy, że mogą usiąść w restauracji albo w ogórku  i napić się wina. Nie dlatego, że ich stać, bo nas Polaków też stać na butelkę wina z Lidla. My zazdrościmy “ludziom zachodu” luzu, czasu, dystansu. Oni po prostu olewają kłopoty, sprzątanie i ględzenie sąsiadki, otwierają wino, siadają z małżonkiem czy przyjaciółką w ogródku i delektują się chwilą. Trzeba to sobie gdzieś kliknąć w głowie.
  14. Woda. Można pić wodę z kranu, właściwie z każdego kranu. Woda badana jest często, a na dodatek jest smaczna. Co ważne – jest “miękka”. Gdyby ktoś pytał, skąd wiem, to najprostszą odpowiedzią jest mój czajnik. Od stycznia gotuję w nim wodę i nie ma nawet śladu kamienia. A jest maj. Włosy są w lepszej kondycji, skóra także, zdecydowanie zmniejszyła się potrzeba używania balsamów. Zmieni się to najpewniej, gdy zacznę więcej przebywać w basenie i na słońcu, ale jednak. Woda jest tu fantastyczna. I to, że miejscach publicznych zawsze znajdziecie kranik, z którego można się napić. Tak bardzo niespotykane jest to w Europie!
  15. Suszarki. Taka mała rzecz, a cieszy. W standardzie mieszkania pralka i suszarka. Brudne ubrania -> 2 godziny -> czyste i suche ubrania.

Teraz jeszcze zapytam Pawła. Może coś dopisze i okaże się, że tych rzeczy jest więcej? 😉

Aga

7 Comments Add yours

  1. Paweł says:

    No tak, suszarka jest fajna – tylko koszulki, szczególnie polskie, mają tendencję do zmniejszania się o pół numeru po wyjęciu. No bo przecież to nie ja rosnę… 😛

    Like

  2. J says:

    A gdzie negatywy? (jako Polak muszę się ich doszukiwać 🙂 )

    Like

    1. Aga says:

      Będą, będą… zbieram. 😉

      Like

  3. servemyplate says:

    Świetny tekst!! Bardzo mi się marzy zobaczyć San Francisco i Nowy jork, i LA i Chicago i całe Stany ;)!!!

    Liked by 1 person

    1. Aga says:

      Dziękuję i kibicuję! 🙂

      Like

  4. Art says:

    Woda w PL jest jak najbardziej zdatna do picia i smaczna. Szczególnie ta z Warszawy i Białegostoku.

    Like

    1. Aga says:

      Nie twierdzę, że nie jest zdatna. Co do smaku mogłabym się spierać. 😉

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s