Tahoe. Place we meant to be.

Mam wrażenie, że ten wpis będzie wyglądał jak reklama. Nie ma na to rady. Trudno. Niech będzie, Matce Naturze nie pożałuję. 

Tak się złożyło, że w trzecią rocznicę naszego pierwszego, wspólnego wyjazdu do USA, wybraliśmy się w to samo miejsce – góry Sierra Nevada, miejscowość South Lake Tahoe. Miejsce, które zachwyciło mnie wtedy i pokochałam je jeszcze bardziej teraz. 

Dla tych, którzy nie znają i nie mają szansy poczuć tego miejsca na żywo – jezioro Tahoe to takie ogromne, niezwykle czyste jezioro otoczone wysokimi górami Sierra Nevada, położone na wysokości 1987 m n.p.m. To tak jakby Morskie Oko, tylko wyżej i o wiele, wiele większe. Wody w Lake Tahoe jest tyle, że gdyby była potrzeba, można by zapewnić każdemu mieszkańcowi USA przez pięć lat, 50 galonów (=189 l) wody dziennie, codziennie. Robi wrażenie. Woda ta jest tak czysta, że gdy zaglądasz w głąb, masz wrażenie, że jezioro jest płytkie, długo, długo płytkie… Tyle, że jeśli wejdziesz, zanurzysz się w wodzie, po kilku krokach masz wody po pachy!

Ale urok tego miejsca to nie tylko turkusowo-błękitne jezioro. To także wysokie, długo zaśnieżone góry. W tym roku, ze względu na długo utrzymującą się pokrywę śnieżną, sezon został przedłużony o tydzień (do 15. kwietnia). Dzięki temu i my w wiosennym słońcu zjeżdżaliśmy z górki! W ośrodkach można pozjeżdżać na nartach, desce, można wykupić lekcje, poszaleć na dmuchanych, zimowych pontonach (oponach?), można ostatecznie tylko wjechać na górę i cieszyć się widokami. Wjazd gondolą jest dosyć kosztowny, bo jednorazowo jest to 55 dolarów za osobę dorosłą i 35 dolarów za dziecko. Pieszo na górę raczej się nie da. Taki urok gór.

Góry i okolice jezioro to ogrom szlaków pieszych. Można zatrzymać się w dowolnym miejscu (o ile znajdziecie miejsce, gdzie rzeczywiście można legalnie zostawić samochód) i ruszyć wzdłuż jeziora. Człowiek się zmęczy, napatrzy i jak będzie miał szczęście to odpocznie od stresu  (czyt. nie spotka niedźwiedzia).

Samo miasteczko jest jak z filmu. Naturalna drewniano-kamienna zabudowa, klimat małomiasteczkowo-turystyczny, jedzenie jak z bajki, a piwo jeszcze lepsze. Motele są przytulne, ciepłe i z widokami (jak nie na jezioro, to na góry, a jak nie na góry to przynajmniej na olbrzymie drzewa). To miejsce ma w sobie wszystko. Można tu spędzać święta Bożego Narodzenia, Sylwestra, przerwę wiosenną i przyjechać latem popływać kajakiem.

Koszt?  Hotele i motele w granicach rozsądku, o ile nie jest to najbardziej rozchwytywany sezon lub jeden z kilku prestiżowych hoteli z kasynami zbudowanych tuż za granicą stanów California/Nevada (granica przechodzi przez miasto, a po stronie Nevady można legalnie uprawiać hazard-niektórzy niech sobie wliczą w koszty 😉 ) plus jedzenie: w restauracjach (ceny porównywalne do tych w innych miastach w CA) i w sklepach: jest sieć Subway; i oczywiście koszty wjazdu gondolą i wypożyczenia sprzętu, jeśli nie mamy własnego, a chcemy poszaleć na śniegu. Butiki ogłaszają się, że wypożyczenie sprzętu już od 30 dolarów/ dzień. Dobra wieść jest taka, że można wypożyczyć wszystko, także ubrania. Na jednorazowy wypad – idealnie.

Zresztą, idealne tam jest po prostu. ❤

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s