Los Angeles / Universal Studio

Czy Wy też zazdrościliście bohaterom Beverly Hills 90210, że mieszkają wśród palm, nad ich głowami zawsze świeci słońce i mogą beztrosko surfować, kiedy tylko im się zamarzy? Czy zastanawialiście się, dlaczego Żony Hollywood chodzą w zasadzie tylko w jasnych sukienkach i gdzie one robią te zakupy? Dlaczego czerwony dywan w Hollywood zawsze jest w pełnym słońcu? Czy kiedyś pozazdrościliście Jay’owi z Modern Family pięknego domu z basenem? A może chcieliście ścigać przestępców po wielopasmowych drogach LA z Gliniarzem z Beverly Hills albo odnaleźć miłość jak Pretty Woman?

Wiele marzeń przepłynęło ze szklanego ekranu do naszych umysłów. Musieliśmy sprawdzić, czy LA jest takie, jak na filmach.

Los Angeles ❤

Wybierając się do Los Angeles nie mieliśmy szczególnych planów. Nie był to wyjazd z listą miejsc do odhaczenia.  Paweł był już tam wcześniej, miał w głowie plan miejsc do pokazania, ale bardziej na zasadzie luźnego spaceru niż napiętego grafiku. Zresztą, ile można zobaczyć w jeden dzień? Mniej więcej tyle, ile uda się przejść lub/i przejechać. A ja jeszcze lubię posiedzieć na plaży!

Droga przez Kalifornię (San Francisco-Los Angeles) to z grubsza przejazd przez pustkowie i mijanie centrów handlowo-usługowych pośrodku niczego.

W LA zatrzymaliśmy się na parkingu w okolicach Venice Beach. To taki mały fragment przy wodzie zaznaczony na czerwono. Przejście tego fragmentu wzdłuż plaży to spacer na około godzinę.

mapaLAZrobiliśmy więc krótszy spacer po plaży (przeszliśmy obok Muscle Beach), obejrzeliśmy okolicę mieszkalną i niezmiernie urokliwą dzielnicę Venice – domy nad kanałami sprawiły, że się rozmarzyłam…

Nie mogłam też nacieszyć się kolorami. LA to zdecydowanie miasto kolorów!

Ale najbardziej wzruszające są jednak te chwile, gdy możesz stanąć przed domem, który znasz od lat, który widziałeś dziesiątki razy, którego rozkładu pomieszczeń się spodziewasz. Byłeś w tym domu tyle razy. I nie byłeś nigdy.

Proszę Państwa oto Beverly Hills 90210, dom państwa Walsh’ów. 

bty

I coś dla fanów serialu Modern Family – dom Jay’a Pritchetta 🙂

bty

Najciekawsze jest to, że adresy tych domów można zwyczajnie znaleźć na GoogleMaps! Są tam, można podjechać i stanąć oko w oko… z bramą. 😉

Uch. Pojeździliśmy po okolicy… ale po jakimś czasie uznaliśmy, że jednak nie chcemy zaglądać za wiele ludziom do ogródków i pognaliśmy odpocząć do hotelu.

UNIVERSAL STUDIO

Chcąc sprawić rozrywkę także naszemu 6-letniemu synkowi, wykupiliśmy dzień w Universal Studio (koszt dla trzech osób to 320$). To miejsce, które każdy fan minionków czy Harrego Pottera powinien odwiedzić. Park Universal znajduje się po północnej stronie,  na obrzeżach Los Angeles.

Planując wyprawę, warto szukać noclegu w pobliżu – LA to ogromne miasto, a przemieszczanie się po nim pochłania dużo czasu. I oczywiście – trzeba jechać samochodem. Dla zwolenników komunikacji miejskiej – na swoja obronę dodam: warto jechać do LA samochodem choćby po to, żeby ostentacyjnie i dumnie postać w korku jak z osławionej już pierwszej sceny z filmu La la land. 😉

Nie staliśmy (niestety?) w anielskim korku i niestety nikt nam nie zatańczył ani nie zaśpiewał. 😉

Wracając do Universal Studio. Park rozrywki jest fantastyczny. Byliśmy już w Disneylandzie,  Legolandzie i naszej polskiej Energylandii. Myślałam, że nic mnie nie zaskoczy. Bo cóż nowego można wymyślić? Otóż można. Nawet nie tyle nowego, co zrobić to wszystko po swojemu, lepiej. Mam tu na myśli na przykład jakość animacji na przejażdżkach kolejkami. Mój mózg był całkowicie oszukamy i podczas “lotu na miotle” z Harrym myślałam, że wysiądę. Choć się nie da. 😉 Na filmie z minionkami było podobnie, choć to była przejażdżka dla maluchów! Wszystko perfekcyjne! Rekwizyty, budynki w parku rozrywki  wiernie oddają klimat filmów, ach, no i jeszcze przejazd po planach filmowych! Ach, co to była za frajda! Nie tylko dlatego, że można zobaczyć prawdziwe plany filmowe, ale także dlatego, że jesteśmy w stanie je rozpoznać, a niektóre z nich jak motel z “Psychozy” Alfreda Hitchcock jest wciąż…grający, a aktorzy są niezwykle wiarygodni… (przejście przez szpital z Walking Dead sprawił, że nie potrzebowałam już kawy 😉 ).  Wspaniale jest widzieć miejsce, gdzie nagrywane są wszystkie sceny wodne – jakże trzeba poruszyć wyobraźnię, widząc, że to zwykły kawałek placu z niebieską lub zieloną ścianą na końcu! Przyznam się, że doceniłam aktorów, którzy kiedyś przekonali mnie, ze wylądowali na oceanie lub toną w innym, wielkim, naturalnym zbiorniku wodnym…

 

Dzień ten był ogromnie wyczerpujący. Już zapomniałam jak dobra zabawa może człowieka zmęczyć.  🙂

Po odpoczynku w hotelu, wybraliśmy się jeszcze na punkt widokowy – Griffith Observatory. Było już ciemno, gdy doszliśmy na górę. Widok był zniewalający. Ogrom tego miasta robi wrażenie nawet na kimś tak odpornym na uroki dużych miast jak ja. 😉

Następnego dnia wracaliśmy do San Francisco. W drodze powrotnej musieliśmy sprawdzić jeszcze tylko jedną rzecz…

Jak wyglądają i gdzie ulokowane są oferty nieruchomości mojej ulubionej Żony Hollywood’u – Heleny Deeds? 

Znaleźliśmy 😀

Do domu jechaliśmy z przystankami 12 godzin. Wróciliśmy zmęczeni, ale bogatsi 😉

 

One Comment Add yours

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s