Kalifornijska szkoła – start.

Do szkoły przygotowywaliśmy się jeszcze w Polsce. Samuel nieźle pisze, czyta, dodaje i odejmuje.   Generalnie powiedziałabym, że jest dosyć samodzielny. Choć oczywiście czasem wymusza pomoc mamusi, jak mu się czegoś bardzo nie chce, ale chyba każdy z nas ma czasem “lenia” i woli, żeby pracę za niego wykonał ktoś inny, prawda?

Niestety ciężko jest całkowicie przygotować  się do przeprowadzki na drugi kontynent – niezupełnie wiemy, czego się spodziewać. My sprawdziliśmy programy nauczania (to są dane jawne i dostępne) i uznaliśmy, że 6-latek musi mówić po angielsku podstawowe rzeczy, znać kilka słów niezbędnych do komunikacji, a poza tym – no cóż musi być bystry jak wszędzie, miły dla innych jak wszędzie, dostosowywać się do zasad grupy jak wszędzie. A reszta pozostanie do nauczenia.

A jak wygląda przyjęcie do szkoły podstawowej w USA? 

Sprawa jest o tyle prosta, że w Stanach obowiązuje rejonizacja szkół, co oznacza, że każda szkoła obsługuje jedynie wyznaczony teren. Informacje dotyczące tego, gdzie sięgają granice danej placówki można znaleźć choćby na jej stronie – u nas była to lista ulic oraz na stronie każdego “county”, czyli rejonu. Jeśli szukacie miejsca do życia, kierując się jakością szkół, warto zerknąć SchoolDigger.com.  Przy okazji można sprawdzić mapy przestępstw i zagrożeń na Zillow czy Trulia. Każdy region, część miasta, osiedle ma swoje jaśniejsze i ciemniejsze strony. My zdecydowanie chcieliśmy mieszkać w regionie o niskiej przestępczości, nawet kosztem dojazdu do pracy. Nieruchomości najlepiej i najskuteczniej szuka się na Craiglist.org.

Sprawdzanie rejonizacji, szczególnie ulic, jest ważne, ponieważ może zdarzyć się, że teoretycznie bliżej/prościej byłoby wysłać dziecko do szkoły A, ale z jakiegoś powodu ten teren przynależy do szkoły B. Warto zwrócić na to uwagę wybierając lokalizację.

ZAPISANIE DO SZKOŁY

Samo zapisanie do szkoły jest dosyć proste. Trzeba zajść osobiście do szkoły, dostarczyć dowód zamieszkania (umowa najmu z wpisanym dzieckiem jako rezydentem plus rachunki za prąd, tv lub cokolwiek innego wystawionego na adres, który obejmuje dana szkoła), wypełnić serię formularzy (czy dziecko jest uczulone, co potrafi, co lubi,…sporo tego jest, ale wypełnia się na miejscu w sekretariacie), dostarczyć dokument dziecka (paszport) i uzupełnić szczepienia.

SZCZEPIENIA

Ze szczepieniami problem mieliśmy największy, ponieważ kalendarze szczepień się nie pokrywają. Warto przed wyjazdem wszystko przetłumaczyć, łatwiej będzie rozmawiać z kimkolwiek o tym, co w tej książeczce zdrowia jest, niestety nie gwarantuje to szybszej obsługi. Wszystko jak zawsze zależy od ludzi. W szkole udzielają informacji, gdzie znajdują się najbliższe punkty szczepień – są to centra szczepień, trzeba się tam udać z książeczką/ historią szczepień. Tam jakaś dobra dusza wpisze polskie szczepienia do bazy, system pokaże, które szczepionki się nie zgadzają i od razu trafia się z tą listą do pielęgniarki. Po uzupełnieniu szczepień dostaje się wydrukowaną listę i z tym idzie się do szkoły. Proste.

Sytuacja ma się gorzej, gdy akurat nie ma tego lekarza (?), który wpisuje szczepienia do bazy i nikt nie wie, co zrobić, a na dokładkę nie wierzą ci, że dobrze przetłumaczyłaś nazwy chorób w książeczce zdrowia. Wizyty szczepienne są raz w tygodniu, więc można stracić tydzień, dwa, trzy na próbach dostania się do właściwej osoby. Ale na te historię szkoda nawet miejsca w internecie. Może tylko ja nie miałam w tej kwestii zbyt wiele szczęścia.

Najważniejsze – wizyta ze szczepieniem to koszt 10$. Idea jest taka, że szczepią wszystkich, nawet tych, którzy nie mają ubezpieczenia. Bez szczepień dziecka do szkoły przyjąć nie chcą. Nie ma sensu umawiać się na wizyty do lekarza, szczególnie prywatnie, ponieważ większość lekarzy nie szczepi albo szczepi tylko na wybrane choroby, więc ostatecznie i tak odsyłają do centrum szczepień.

I to tyle. Po skompletowaniu dokumentów pakujesz dzieciaczkowi lunch do plecaka i zostawiasz go w sali z 20tką dzieci, dwoma paniami i bez jednego słowa po polsku. Na szczęście wszyscy są tu przyzwyczajeni i przygotowani na to,  że co chwila w szkole pojawiają się dzieci, które NIC nie rozumieją. Mają na to swoje sposoby.

Tylko rodzic zostaje za drzwiami i próbuje się opanować, żeby nie zalać chodnika łzami wzruszenia, strachu i dumy…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s